pocenie radosne
Czyste niebo i brak wilgoci w powietrzu wyprowadzają mnie z równowagi. Nie mogę się skupić w czterech ścianach, wciaż coś przykuwa moją uwagę. I tylko stać w słońcu, chłonąć skórą wiatr. Aż rujnuje mnie ta bezmyślność, ten błogi stan niebytu, nieczasu, nieprzestrzeni. Bo mój dziurawy plan empiryka nie jest w stanie tego wytrzymać. Wszystko w proch. Wszystko w pył.
W posiadanie lustrzanki weszłam, dokładnie – wiekowego i wyużywanego Nikona F75. Za chwil kilkanaście przyjdzie mi zobaczyć pierwsze rezultaty przedsięwzięcia, które popełniłam. I śmiech. Już targa mnie za policzki autoironia, ta zołza, co to się lubimy mimo wszystko. Haha, niech będzie.
I jeszcze dużo innych słów, których znaczenia nie ogarniam.